wtorek, 7 sierpnia 2012

[2] ANOTHER NIGHT- SAME SHIT, or not?

Kolejna noc, znowu te same gówno, Butelka whiskey, poszarpany t-shirt Linkin Parka z frędzlami, jeansowe shorty, Martensy, to samo gówno...
Wczesna godzina 1.34 AM , Ten schemat zaczął mnie nudzić, wyszłam z klubu, podążając ulicą, nie wiedziałam gdzie. Weszłam w jakiś parczek, co w TEXASIE jest bardzo niebezpieczne. Szczególnie nocą.
W parku nie było nikogo, nagle zauważyłam chłopaka, gdzieś w moim wieku, Miał czapkę "Snap-back" Chicago Bulls, jak to na gościa z Texasu przystało, oliwkowe rurki, Nike jordan plecak Louis'a Vuitton'a. Szedł przede mną, klął pod nosem, kopał kamienie, właściwie wszystko co leżało pod jego nogami.
Postanowiłam do niego podbiec i go trochę uspokoić.
- Woah, uspokój się trochę, co się stało?
- A ty co? Wyzwoleniec uciśnionych? - Chłopak nie zwracał na mnie uwagi.
-Co ty odpierdalasz? Chciałam cię uspokoić, bo zaraz kurwa rozpierdolisz całą La Vernię!- Po wypowiedzeniu przeze mnie tych słów, Szatyn na mnie spojrzał.
- Kurwa..ja - Cały gniew z niego uleciał, na jego miejsce wstąpił smutek i żal.
- Hej, możesz mi powiedzieć, nikomu nie powiem, nawet nie znam twojego imienia, a znając życie, jeszcze dziś urwie mi się film, i zapomnę! - pocieszyłam go.
- Uciekłem z domu, bo rodzice ciągle się kłócą, matka rzuca talerzami o podłogę, natomiast ojciec, zamknął się w garażu i "bawi się" narzędziami. Kurwa..- usiedliśmy pod drzewem.
- Hej, chill to XXI wiek, ciesz się że masz rodziców. - Mówiłam do szatyna obojętnym tonem.
- A jak z tobą, nie masz rodziców? - zapytał.
- Umm, nie zostawili mnie samą 2 lata temu i wyjechali do Californii. Mieszkam w kamienicy niedaleko stąd, w totalnym syfie. Ale jest mi dobrze, high life, żyję jak chcę, wiesz Young, wild and FREE.
- Też bym tak chciał, żyć tak bezproblemowo, kurwa.. jak ja ci zazdroszczę! - Warczał załamany.
- Masz napij się, będzie ci lepiej! - powiedziałam do chłopaka podając butelkę Ballantines'a.
- Ale ja nigdy nie..
- Shhh, trust me.- wyszeptałam mu do ucha przygryzając dolną wargę.
 Szatyn wziął butelkę i upił kilka łyków, głęboko odetchnął. Widziałam ciężkość w jego powiekach.
- Um chłopakuktóregoimienianieznam, masz gdzie iść, czy zamierzasz dać się zgwałcić i zamordować w tym parku? - zapytałam.
- Alex.
- Co?
- Mam na imię Alex.
- Fajnie, ale nie pytałam o to, pytałam czy masz gdzie iść!
- Jestem zmuszony dać się zgwałcić.- Odpowiedział.
- No chyba kurwa nie, taki ładny 'skiejcik' zaraz cię jakiś sylikon "OBSŁUŻY" . Jesteś fajny, dziś śpisz u mnie.
Wstałam podając mu rękę, złapał ją i podniósł się.

Godzina 2.49 - Jade's Penthouse

- To tutaj, rozgość się. - zaprosiłam Alexa na moje poddasze, ciepłe i przytulne.
- Wooah! Ale świetna miejscówka. Rzucił się na kanapę z fioletowego zamszu.
- Cieszę się, że ci się podoba, chcesz coś zimnego do picia? Mountain Dew, Dr.Pepper ? A może jesteś głodny...- zapytałam. Gdy nie otrzymałam odpowiedzi zaczęłam nawoływanie.
- Alex..., Alex!
 Spał, uroczo na kanapie, był słodki, ale musiało mu być zimno, miał gęsią skórkę.
Wzięłam kocyk z wielkim Darth'em Vaderem ze Star Wars i przykryłam chłopaka, aż po czubek nosa.
Upiłam ostatniego łyka Ballantines'a i odstawiłam butelkę na stół.
Skierowałam się do łazienki, wzięłam prysznic ubrałam pidżamę, czyli spodnie z głowami superbohaterów z komixów i rozciągnięty T-shirt z logo kapeli Slayer. Poszłam do mojej sypialni, położyłam się w łóżku, i usnęłam....

BIG MISTAKE, BITCH
_____________________________________________________

Hey Guys! Thanks for supporting me! I ♥ you all!
   Thanks every1 !

* Jakby co, to Texas nie jest taki niebezpieczny, BYŁ, a to tylko na potrzeby opowiadania.
 With Love// Shay ♥


2 komentarze:

  1. Koleżanka wysłała mi linka do Twojego bloga. I jest na prawdę Świetny. Zwykle nie czytam blogów, w których nie występuje Justin Bieber, ale ten jest inny, w sensie wyjątkowy. Zauważyłam, że polecasz mojego bloga, (justin-and-freesia.blog.onet.pl), co bardzo mnie zaskoczyło, ale tak pozytywnie. Pojawił się 13 rozdział. :D
    Twój rozdział i styl pisania są wspaniałe i czekam na nn. Pozdrawiam.
    Tori.

    OdpowiedzUsuń